Ahaaaa, jeżeli tak, to ja wolę wersję z wymową szkolną Jest prostsza, a ja wolę prostsze rzeczy - takie, z którymi nie trzeba się użerać Do mnie najlepiej mówić dużymi literami, wtedy wszystko pojmuję Dzięki za wyjaśnienie
Nie chodzi o użeranie się, przyznasz rację, że w przypadku wymowy człowiek po pewnym czasie osiąga swoisty automatyzm i nie zastanawia się już, jak wymówić dany wyraz. Zwracałem tylko uwagę, jaka jest teraz tendencja odnośnie wymowy łaciny, w razie daleszej kariery może się przydać. Na przykład nasz wielki historyk, Profesor Adam Ziółkowski operuje już tylko samymi "Liviusami, "kiłitatiwusami, Kikeronami, itd."
Quod sis, esse velis, nihilque malis;
Summum nec metuas diem nec optes.
Marcus Valerius Martialis X, 47 12-13
restytuta i tak w każdym kraju brzmi trochę inaczej - my nie zachowujemy długości, bo nie mamy, Francuzi... spuśćmy zasłonę milczenia, a czy ktoś pamięta o nosówkach w ogóle?
a mówienie "Liviusa" itp. jakoś mnie nie przekonuje (mimo, że spolszczanie greckich nazw mi się nie podoba - Alceusz, dobre sobie...) - siła przyzwyczajenia sięga nad względy rozumowe .
[i](...)kiedy zaczęliśmy samodzielnie układać zdania po łacinie i stwierdziliśmy, że wykute prawidła gramatyczne jak pokorni niewolnicy spieszą obsługiwać nasze myśli, serca przepełniły się nam ogromną radością.[/i]
No, rzeczywiście niektóre słówka strasznie wchodzą w przyzwyczajenie Ja się kiedyś uparłam w podtawówce na cośtam po angielsku i dopiero gdzieś za 2 lata się oduczyłam Ja tam zostaję przy tej wersji szkolnej i już, dopiero zaczynam, więc tak chyba najlepiej