E tam, zalezy co jest celem tej nauki, oraz zalezy od osobistych uwarunkowan. Sam korzystam z "lingua Latina per se illustrata", i szczerze powiedziawszy zadnego z tych zarzutow nie moge potwierdzic- kazdy kto skwapliwie podejdzie do nauki nie bedzie mial problemow ani z nowymi slowkami, ani z gramatyka. Zreszta kazde capitulum ma na koncu pelna liste nowych slowek-kilkadziesiat nowych po kazdym. Tylko ze te slowka, w zwiazku z niesamowicie interesujaca fabula, oraz duza iloscia kontekstow, w jakich w kilkustronicowym lacinskim tekscie sie pojawiaja same poprostu wchodza. Przynajmniej u mnie tak jest.
Tak samo gramatyka- zapamietanie nowych koncowek z tekstu, ktory nadaje im znaczenie jest znaczne latwiejsze niz za pomoaca tabelek, z tlumaczeniem, poniewaz to oddala nas od myslenia w tym jezyku.
Lingua latina per se illustrata zawiera poza tym wielka liczbe objasnien pokazujacych slowotworstwo i zjawiska fonetyczne, tabele z pozbieranymi koncowkam rowniez, do tego liste slowek i ich indeks na koncu, pozwalajacy znalesc kazde ze znaczen slowek w tekscie.
Acha, i nad kazdym slowkiem w calej ksiazce zaznaczony jest iloczas . Nawet w cwiczeniach. Tego brakuje w wiekszosci podrecznikow bo albo jest zaznaczany tam, gdzie wplywa na akcent, albo w ogole nic nie jast zaznaczane, i wtedy bez slownika sie nie obejdzie. Jakby ktos uparl sie w wymowie uwzgledniac wszystkie, rowniez nieakcentowane dlugie sylaby, to podwojna praca z glowy.
Dodatkowe pozycje towarzyszace samemej ksiazce, jak przewodnik w jezyku wspolczesnym dla uczacych ( sie tez, calkiem udana ksiazeczka dla tych, ktorzy chca poznac dodatkowa filologiczna terminologie i to i owo poukladac sobie w glowie, niejako nauczyciel dla samoukow; wada-nie ma po polsku:)), cwiczeniowki, lektury po kursie podstawowym itd. tworza najbardziej wszechstronny kurs laciny jaki do tej pory widzialem.
I choc bazuja na metodzie naturalnej, to nie pomijaja klasycznych metod typu tabele, slowniczek po kazdym tekscie, cwiczenia fleksyjne. Tylo ze sa one materialem dodatkowym do powtarzania i utrwalania, a nie metoda nauczania ich znaczenia.
Mozliwe, ze ne jest to sposob dla wszystkich, ale sama pozycje, nawet ze wzgledu na rozmiary(kolejne pozycje, do czytania po cz.I, zawieraja mase dodatkowych tekstow autorow antycznych, poracowanch w ten sam sposow)warto blizej poznac.
Ja sam sie ucze, wlasnie z tym podrecznikiem, juz ponad pol roku systematycznie i do tej pory mi nie przeszla chec. Podreczniki typu tabelkowego jak i cos pomiedzy typu Disce Lat. mnie poprostu nudzily po kilku lekcjach, bo bylo tego wszystkiego jakos tak malo. Kilka slowek i kilka koncowek w kilku sztucznych zdaniach.A jak sie nawet czlowiek nauczyl, to bez satysfakcji, bo co to za osiagniecie przeczytac pare prostych zdan z jeszcze liczniejszymi objasnieniami po polsku czy niemiecku i ze slownikiem?
Mysle , ze dla uczacych sie laciny, zwlaszcza samemu, jest to metoda niezwykle atrakcyjna , a juz napewno warta zapoznania. No bo to tak troche dziwnie czytac, ze ktos cos bezwzglednie odrzuca, a potem przyznaje, ze na oczy nie widzial...
Hmm, jak to czytam co napisalem , to wyglada to niemalze jak reklama

Ale nie ma byc. Wymiana doswiadczen po prostu.
A tak w ogole, to witam Wszystkich z okazji pierwszego mojego posta .
Annum Novum fortunatum omnibus precor !