Hej, już dawno nie zaglądałąm <szkoła, grrrr!!!> dziwisz się, że się zachwycałam Łaciną? Wiadomo, pierwsze dni, rozumiesz tekst z jakimiś 20 super łacińskimi słówkami, potrafisz odmienić "być" przez osoby, a nawet poznasz jakiś fajny przypadek, np. Nominativa

No prezentuje się świetnie, szpan (na wsi

), przyjeżdżasz sobie w moim wieku (jak się zaczynałam uczyć łaciny) do Polski, powiesz, dajmy przykładowo proste SILENTIUM i wszyscy ŁAAAAAŁ!!!!!! <lol2> Albo że wiesz z jakiego słowa wzięło się cośtam, albo że znasz jakąś wieeeeeelką (haha) tabelkę z deklinacją taką i taką - no to przeciez szczyt marzeń

Ale gorzej jak przyjdzie czas na naukę

A co do słówek, to spróbuj powiedzieć nauczycielom u nas, że się nie mamy uczyć słówek na blaszkę

My mamy tak, że mamy kilka podstawowych znaczeń (zazwyczaj 1 - 4) i musimy znać KAŻDE <hehe, i jeszcze czego>, a DODATKOWO pod słownictwem w książce jest kilka wyrażeń, których nie dałoby sie przetłumaczyć dosłownie, tych wyrażeń jest też zazwyczaj kilka wariantów tłumaczenia i tez trzeba znać wszystkie na pamięć

A oprócz tego właśnie przed jakimś miesiącem wprowadzili nam łaskawie Passiv i musieliśmy nadrabiać wszystkie czasowniki, co uczyliśmy się ich od początku... No tragedia

A na sprawdzianach, żeby nie było za łatwo, musimy podac wszystkie 4 formy, znaczenie, ale wplatają nam takie, co w ogóle nie mają Passiva

(jakby ktoś nie wiedział, to po mojemu 4 forma od tacere to tacitum - ładne tłumaczenie

)
No ale trudno, jak już mam za sobą wszystkie czasy, Passivy, nie passivy, jakieś koniugacje i deklinacje, to co jeszcze może być gorszego? Chodzi mi o gramatykę

Mam tylko nadzieję, że Rzymianie nie wpadli na pomysł, żeby robić tryb przypuszczający... Prawda???
